Akceptacja stała się teraz obowiązkiem. Od tej pory ci nieliczni, których stać na własny osąd, muszą milczeć; prawo do wypowiadania się mają natomiast osoby całkiem niezdolne do posiadania własnych poglądów i samodzielnego oceniania, osoby stanowiące po prostu echa cudzych opinii; tym skwapliwiej i z tym mniejszą tolerancją bronią oni owych cudzych poglądów. Albowiem przyczynami ich nienawiści do człowieka myślącego inaczej są zarówno wyznawany przezeń odmienny pogląd, jak i butna chęć samodzielnego oceniania, czego sami wszak nigdy nie przedsiebiorą i w skrytości ducha przyznają się sobie do tej niezdolności. Krótko mówiąc, mało kto potrafi myśleć, ale wszyscy chcą mieć poglądy – cóż więc pozostaje innego, jak przejmować od innych poglądy gotowe, zamiast wyrabiać je sobie samodzielnie?
“Erystyka czyli sztuka prowadzenia sporów”, Artur Schopenhauer
Ostatnie dni roku to czas podsumowań. Nigdy nie brało mnie na takie przemyślenia – w tym roku jest inaczej. Prawdopodobnie to (pierwsze) oznaki starzenia się…
Mój dwa-zero-jeden-jeden podsumowany na obrazku to byłby zbiór kilku sinusoid z różnymi amplitudami. Patrząc z różnych perspektyw – osobistej, zawodowej, finansowej, zdrowotnej, itd – udało mi się w niedługo zeszłym roku zaliczyć i szczyty i dna.
Dzisiaj jestem na każdej z tych sinusoid w róznym miejscu, ale tak jak sinusoida każe – wierzę, że prędzej czy później w każdej z nich będę nad kreską, przynajmniej na chwilę.
I tego się będę trzymał w roku 2012, czego i Tobie, czytający/czytające te słowa, życzę.
Przypominając sobie lata spędzone w systemie edukacji (a było tego trochę – żłobek, przedszkole, zerówka, 3 podstawówki, 2 technika, 2 politechniki, 1 uniwersytet ekonomiczny, 2 kraje*) rozumiem świetnie o czym mówi Sir Ken Robinson na poniższej prezentacji.
Najlepiej odnajdywałem się w systemie duńskim, gdzie był nacisk na praktykę (teoria była zdobywana “mimochodem”) i dystans między uczniem i nauczycielem był budowany wiedzą i autorytetem, nie siłą i hierarchią.
Niezależnie od tego – system edukacji jest zepsuty i czuję się w obowiązku zrobić coś, aby moje dzieci nie przeszły przez ten bezsensowny twór. Patrząc na Larry’ego i Sergieja metoda Montessori wydaje się być dobrą alternatywą, jednak to tylko moje pierwsze wrażenie. Nie ma juniora na horyzoncie, nie mam więc ciśnienia na zgłębianie teamtu.
* Byłem grzecznym dzieckiem, ale często się przeprowadzałem.
Z okazji współorganizacji Poznan Startup Weekend kopnął mnie zaszczyt i znaleźli się chętni do przepytania mnie przed kamerą.
Gdyby nie moje ciągłe powtarzanie “tak?” na końcu zdania (potrzeba akceptacji? czy jest na sali jakiś psycholog?) to nie było tak źle.
Najpierw przepytał mnie mediafun